malwinkowo

malwinkowo

wtorek, 24 czerwca 2014

o rzeczach używanych....

witajcie:),
już dawno mnie tu nie było, a to dlatego,
że najpierw miałam przemiłych Gości z Finlandii,
a później Papierową Rocznicę Ślubu,
 i tak jakoś zleciało:).
dziś będzie, jak sam tytuł posta wskazuje, o rzeczach używanych....
w dzisiejszych czasach, obok, co kawałek powstających galerii handlowych, 
wyrastają jak grzyby po deszczu - "domy mody" czyli second handy.
O ile niegdyś te sklepy kojarzyły się jedynie z danym statusem majątkowym,
o tyle dziś kupują tam osoby, nie tylko te, których nie stać na nowe rzeczy,
ale i te, które co miesiąc zostawiają w centrach handlowych pokaźne sumy pieniędzy.
I nic w tym dziwnego, bo w takich second handach można znaleźć prawdziwe cuda,
i to nie tylko odzieżowe -
niedawno czytałam na fb, że jedna pani znalazła w second handzie wykrojnik sizzix - 
kto by pomyślał, że tam takie coś można znaleźć... a jednak:).
...
Inną grupę sklepów/sprzedaży rzeczy używanych stanowią Giełdy Staroci -
 i w tym miejscu zapalają mi się 
moje oczka:).
Uwielbiam takie miejsca:).
I uwielbiam starocie - 
począwszy od różnego rodzaju zardzewiałego żelastwa typu: 
klucze, zapięcia, etc., 
po srebrne czy posrebrzane łyżeczki (i wszelkiego rodzaju sztućce),
filiżanki, fotografie, obrazy, książki, kartki, znaczki, biżuterię, koronki, hafty, obrazy, meble, lampy, naczynia, porcelanę, puzderka, buteleczki, fiolki, etc.:).
z takich miejsc baaardzo ciężko mnie wyciągnąć:).

znaczki z lat 60-tych, 70-tych, 80-tych ubiegłego stulecia są wręcz baśniowe w porównaniu z tymi brzydactwami, które są wydawane teraz:(

swego czasu, gdy jeszcze mieszkałam w Łodzi, uwielbiałam odwiedzać
pewną maleńką Galeryjkę właśnie z takimi rupieciami.
Ceny w tej Galeryjce nie były zbyt wysokie, 
mimo że sklepik mieścił się przy ul. Piotrkowskiej.
Naprzeciwko tej mojej Galeryjki 
(nie pamiętam prawdziwej nazwy tego sklepiku - odkąd go odkryłam - nazywałam go Galeryjką)
była "rasowa" Galeria z meblami, bibelotami, porcelaną, z ubiegłych stuleci.
Tam czasami jedynie zaglądałam przez szybę, bo ceny w tym sklepie
były wręcz horrendalnie wysokie:(,
ale w porównaniu do mojej Galeryjki,
wiało tam chłodem....
Niestety nie ma już tego sklepiku....
Pani wyjechała za granicę i sprzedała lokal...
Mimo to baaardzo ciepło wspominam to miejsce...
...
W sobotę, dzień przed naszą I Rocznicą Ślubu,
mój Mąż zabrał mnie na 1-wszą w moim życiu Giełdę Staroci:).
poniżej fotorelacja:







mimo że Giełda nie była duża, można tam było znaleźć cuda:)
moja koleżanka znalazła tam dekoracyjne talerze z lat 80-tych ubiegłego stulecia
z namalowanym na nich fińskim etosem narodowym,
które w Finlandii kosztują po 30 euro jeden -
tu pan sprzedawał za 20zł:)
...

a tu już to co Mąż mi kupił:):

stare pocztówki, łyżeczki, obrazki z 1925 roku malowane na jedwabiu....


.....
Pisząc tego posta nie mogę pominąć lombardów,
 które pewnie dla większości osób słusznie kojarzą się
z oddawaniem pod zastaw biżuterii....
Mnie także w ten sposób się kojarzą, ale ja nieraz lubię zajrzeć w takie miejsca
ponieważ czasami w lombardach można znaleźć przepiękną złotą biżuterię.
niektóre osoby nie lubią używanej biżuterii - 
ja wręcz przeciwnie - uwielbiam:), 
poza tym wg mnie pierścionki naszych Mam czy Babć 
są 1000x ładniejsze i trwalsze
niż te, które dzisiaj możemy znaleźć w sklepach jubilerskich..
Po 1-wsze kamienie w nich nie są klejone lecz osadzane, 
po drugie - w porównaniu do tych dzisiejszych - robionych "na jedno kopyto" 
mają niepowtarzalne wzory i kamienie,
...i złoto jest też jakieś inne, bo ciemniejsze.
No i oczywiście cena takie używanego pierścionka 
jest zdecydowanie niższa niż nowego.
Ja mam kilka takich pierścionków z lombardu:).
Nosząc je, patrząc na nie 
lubię zastanawiać się 
kim była, jaka była właścicielka tego pierścionka, 
z jakiej okazji go dostała  - 
a może sama go sobie kupiła, np. za 1-wszą wypłatę...
taka biżuteria, choć nie nowa, 
ma w sobie coś magicznego, czarownego, tajemniczego...
ma swoją niepowtarzalną historię i duszę
i może właśnie dlatego
przedkładam ją nad nową biżuterię.




...

I na koniec warto wspomnieć również o antykwariatach.....
podobnie jak w wyżej wymienionych miejscach, tu także można znaleźć swoiste perełki:).


ta książka M.Konopnickiej wydana w 1958 roku na Allegro wystawiona jest za ponad 280zł!!!

książka ma dedykację - nagrodę za dobre wyniki w nauce i pilność - ciekawe czy chłopiec, który dostał tę nagrodę jeszcze żyje....


wydanie z 1958 roku posiada przepiękne ilustracje autorstwa Marcina Szancera

a to już inna przepiękna książeczka dla dzieci - bynajmniej nie taka droga jak ta powyżej - jednak dla mnie zdecydowanie bliższa:), gdy Remiczek był jeszcze w moim brzuszku codziennie mu ją czytałam:).

wg mnie stare wydania bąśni czy opowiadań dla dzieci są zdecydowanie piękniejsze i wartościowsze niż obecne


a tu zabytek, który ma już przeszło 173 lata!

...

i jeszcze na koniec kilka migawek
z piątkowego spaceru:)


tojeść pospolita (Lysimachia vulgaris)

grążel żółty, bączywie (Nuphar lutea)

aby sfotografować tę roślinkę musiałam wejść do strumyka:)


 a poniżej fińskie jedzonko od mojej kochanej Zu,
czyli zapiekanka z wątróbki z rodzynkami na słodko
i placki ziemniaczane,
które zdecydowanie różnią się od polskich:);
więcej o fińskich smakołykach możecie przeczytać
u mojej baaaardzo bliskiej koleżanki Zuzy TU

a tu już wątróbkowa zapiekanka z rodzynkami, która wg mnie smakuje jak smażona kaszanka na słodko i fińskie placki ziemniaczane:)

i jeszcze przepyszne kanapeczki z malinowym fińskim dżemikiem i fiński serek:)
 
prawie cały słoik tego przepysznego malinowego dżemu, który przywiozła mi Zu zjadłam sama:)





życzę wszystkim
miłego wtorku:).
malwinku



4 komentarze:

  1. Takie giełdy staroci są u nas co sobota, przez okres letni, określane jako sprzedaż z samochodu -atmosfera podobna jak na zdjęciach. Jedzonko fińskie ciekawe i to bardzo :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a gdzie są takie giełdy:)? uwielbiam takie miejsca:). pozdrawiam cieplutko:). malwinku

      Usuń
  2. Na placu przy kościele i nikomu nie przeszkadza , że to teren kościelny, a raczej odwrotnie bo zarząd kościoła zarabia. Kościól naturalnie protestancki. Teraz nie bardzo mogę dojsc bo trochę daleko :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. och, jak ja bym poszła na taką giełdę....:)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za odwiedziny i pozostawiony komentarz:).
pozdrawiam cieplutko:).
malwinku