malwinkowo

malwinkowo

wtorek, 26 sierpnia 2014

jesień, jesień coraz bliżej....

witajcie Kochani:),
lato chyba już na dobre postanowiło wybrać się w inne rejony świata,
by ustąpić miejsca nadchodzącej Pani Jesieni....
lubię jesień, 
jest to, obok wiosny, moja ulubiona pora roku...
uwielbiam jej wszystkie miesiące, 
włącznie z ponurym, szarym, nielubianym przez wszystkich listopadem,
który mnie kojarzy się przede wszystkim
z gawronami, dłuuuugimi szarymi wieczorami w ciepłym domu
z kubkiem kakao i XVII-wieczną powieścią historyczną w dłoni:).
ech....ale się rozmarzyłam:).
(przy okazji przypomniało mi się,
że muszę oddać do biblioteki "Damę Kameliową":).
no ale dziś tego nie zrobię, bo
od samego rana cały czas leje....)
dlatego dzisiejszy post będzie 
o tych 1-wszych Wysłannikach Pani Jesieni...
zobaczcie sami:):








na samym początku zapraszam Was
na pokaz ptaków łownych,
który odbył się w ostatnią niedzielę
podczas Dni Kamieńska








za wykonanie kilku przysiadów
można było
potrzymać takiego ptaka:)







oczywiście nie darowałabym sobie
gdybym z tego nie skorzystała:)






jako dziecko
podczas spaceru po lesie
spotkałyśmy z Babcią 
sokolnika, który trzymał na rękawicy
sokoła....








sokoły to baaaardzo piękne
 i inteligentne ptaki







... początki sokolnictwa sięgają
niemal początku ludzkiej cywilizacji...










 tak to mniej więcej wyglądało...
pan miał nie tylko sokoły, ale orły
i nawet sowy...










niestety cały czas siąpiło tak jak dzisiaj, ale za to później była piękna tęcza:)


jak jesteśmy w tematyce ptaków drapieżnych,
to chciałabym pokazać Wam jeszcze co 
podczas spaceru z Mężem i synkiem 
znaleźliśmy na polnej drodze....

jakiś inny drapieżnik upolował pustułkę


... z której została tylko czaszka....

... i pióra....

... znalazłam kiedyś pióro pustułki, ale tylu jeszcze nigdy nie miałam...


a tu już wczorajsze grzybobranie:),
wszystkie te cudne prawdziwki zostały znalezione 
nie w lesie, lecz w pobliżu domu:).







niestety większość z tych grzybów była robaczywa:(


aaaa... i zapomniałabym...:)
mój Mąż kupił mi w niedzielę podczas tych Dni Kamieńska
przepyszny, gęęęsty, rzepakowy miód,
który już w aucie zaczęłam jeść paluszkiem
tak jak Kubuś Puchatek:).



pozdrawiam cieplutko
i coraz bardziej jesiennie
Wszystkich tu Zaglądających:).
malwinku